Amerykański raport ujawnia „Europejską dekadę cenzury”!
W Polsce potrafimy godzinami spierać się o wolność słowa – ale kiedy z zagranicy przychodzi dokument, który wprost stawia Europie zarzut budowania mechanizmów globalnej kontroli treści w internecie, temat przechodzi niemal bez echa. A mowa o 160-stronicowym raporcie Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów USA z 3 lutego 2026 roku pod tytułem „The Foreign Censorship Threat, Part II: Europe’s Decade-Long Campaign to Censor the Global Internet and How it Harms American Speech in the United States”. Link do całego oryginalnego raportu dostępny na końcu artykułu.
I nie chodzi o egzotyczną akademicką debatę. Chodzi o realny spór o to, kto ma władzę nad informacją: obywatele – czy regulatorzy, platformy i „zaufani partnerzy”, którzy coraz częściej występują w roli arbitra prawdy.
Co twierdzi raport Kongresu USA?
Autorzy raportu (interim staff report) opisują wieloletni proces, w którym Komisja Europejska miała – według ustaleń opartych między innymi o dokumenty pozyskane od firm technologicznych – naciskać na platformy społecznościowe, aby zaostrzały zasady moderacji treści w skali globalnej, co miałoby wpływać również na użytkowników spoza UE, w tym w Stanach Zjednoczonych.
W streszczeniu raportu padają tezy szczególnie mocne:
- że presja bywała przedstawiana jako walka z „mową nienawiści” i „dezinformacją”, ale miała prowadzić także do ograniczania treści legalnych, w tym politycznych, satyrycznych czy dotyczących sporów cywilizacyjnych;
- że po latach UE miała zbudować instrumentarium pozwalające „kompleksowo tłumić narracje” niekorzystne dla establishmentu;
- że Komisja prowadziła liczne rozmowy z platformami, a w komunikacie prasowym do raportu pojawia się informacja o ponad 100 spotkaniach „za zamkniętymi drzwiami” od co najmniej 2020 r.
To nie jest marginalny dokument. To oficjalny materiał jednej z komisji Izby Reprezentantów – i element szerszego konfliktu polityczno-prawnego między USA a UE o model regulacji internetu.
DSA jako narzędzie: regulacja czy eksport standardów moderacji?
Raport mocno wiąże opisywane zjawiska z Digital Services Act (DSA), przedstawiając go jako „kulminację” dekady działań na rzecz kontroli narracji online. Warto zauważyć: nawet jeśli ktoś uważa DSA za potrzebny (na przykład dla ochrony użytkowników przed przestępczością), to pytanie brzmi, czy mechanizmy „zarządzania ryzykiem” i współpracy regulator-platforma nie tworzą w praktyce systemu, w którym granice debaty publicznej wyznacza się poza kontrolą obywateli.
Bo wolność słowa nie ginie zwykle od jednego zakazu. Częściej – od tysiąca „miękkich” działań: zaleceń, spotkań, „dobrych praktyk”, „dobrowolnych kodeksów”, które przestają być dobrowolne, gdy w tle stoi groźba kar i postępowań.
A co na to Bruksela?
Komisja Europejska odrzuciła zarzuty, a w europejskich relacjach pojawia się stanowisko, że oskarżenia o „cenzurę globalnego internetu” są bezzasadne i politycznie motywowane.
I tu dochodzimy do sedna: mamy spór, w którym każda strona ma interes, by opowiedzieć historię po swojemu. Dlatego najuczciwsza postawa w Polsce to nie ślepa wiara w którąkolwiek narrację – tylko domaganie się jawności: jakie były żądania, jakie kryteria „szkodliwości”, jakie listy tematów, jakie procedury odwoławcze i jaka kontrola sądowa.
Dlaczego to powinno interesować Polskę?
Bo Polska – jak każde państwo UE – żyje dziś w infosferze tworzonej przez kilka platform i kilka centrów regulacyjnych. Jeśli mechanizmy nacisku na moderację treści stają się standardem, to jutro mogą dotknąć:
- krytyki polityki migracyjnej,
- debat o zdrowiu publicznym,
- tematów światopoglądowych,
- a nawet zwykłej satyry, memów i ostrych komentarzy.
I nie chodzi o obronę patologii. Chodzi o zasadę: kto decyduje, co jest dopuszczalne w debacie, kiedy spór jest legalny, a emocje społeczne są autentyczne? Czy obywatel ma realny, szybki i skuteczny środek odwoławczy? Czy reguły są jasne i przewidywalne? Czy „dezinformacja” nie staje się etykietą dla opinii niewygodnych?
„Bez echa” – czyli jak przegrywa się debatę, zanim się zacznie…
Najbardziej niepokojące jest to, że tak duży raport przechodzi u nas niemal bez dyskusji. W praktyce oznacza to, że oddajemy pole: jedni budują systemy regulacji, drudzy prowadzą geopolityczne wojny na raporty i konferencje, a polski obywatel dowiaduje się o sprawie przypadkiem – albo wcale.
A gdy obudzimy się później, usłyszymy: „przecież to już standard”, „tak działa bezpieczeństwo informacji”, „to dla dobra użytkowników”. Tylko że wolność słowa nie jest dodatkiem do systemu – jest warunkiem kontroli władzy.
Co dalej? Trzy proste postulaty – bez względu na to, kto ma rację w sporze USA–UE!
- Jawność kontaktów regulatorów z platformami – publiczne rejestry spotkań, tematów i wniosków (bez „tajemnicy procesu”, która w praktyce bywa wygodną zasłoną).
- Jasne definicje i mierzalne kryteria – bo „mowa nienawiści” i „dezinformacja” bez granic definicyjnych stają się narzędziem politycznym.
- Realna ochrona praw użytkownika – szybkie odwołanie, uzasadnienie decyzji, kontrola zewnętrzna, a nie formularz „dziękujemy za zgłoszenie”.
Nie musimy wybierać między wolnością a bezpieczeństwem. Musimy wymusić, by bezpieczeństwo nie stało się pretekstem do sterowania opinią publiczną.
Autor tekstu: Adam Kania.
ℹ️ Jeśli uważasz, że to co robimy ma sens, to możesz wspierać codzienne działania Fundacji Twoje VETO na kilka sposobów – szczegóły w menu WSPARCIE.
Źródła:
- Raport (PDF), House Judiciary Committee: The Foreign Censorship Threat, Part II (3.02.2026) – https://judiciary.house.gov/sites/evo-subsites/republicans-judiciary.house.gov/files/2026-02/THE-FOREIGN-CENSORSHIP-THREAT-PART-II-2-3-26.pdf
- Komunikat prasowy komisji do raportu – https://judiciary.house.gov/media/press-releases/new-report-exposes-european-commission-decade-long-campaign-censor-american
- Relacja / omówienie w mediach europejskich: EUobserver – https://euobserver.com/201378/us-republicans-accuse-the-eu-of-decade-long-censorship-campaign/
- Stanowisko/reakcja UE w relacjach prasowych: Le Monde – https://www.lemonde.fr/en/international/article/2026/02/03/eu-rejects-nonsense-censorship-charge-from-trump-allies_6750111_4.html
