Elity, które zawodzą od lat…

PODZIEL SIĘ INFORMACJĄ

Polskie elity: wielka symfonia nieobecności. Albo inaczej — orkiestra, która przyszła bez instrumentów.

W Polsce słowo „elita” funkcjonuje dziś jak żart z kategorii czarnego humoru. Ma niby opisywać grupy predestynowane do odpowiedzialności, do myślenia w kategoriach państwa, do tworzenia czegoś więcej niż własny wizerunek. A w praktyce oznacza środowiska, które przypominają pasażerów pierwszej klasy na tonącym okręcie: nie ratują statku, ale z elegancją dyskutują o jakości szampana, podczas gdy reszta narodu wybiera, czy pływać na drzwiach, czy na oparciu od fotela.

Polskie elity polityczne?

To w większości nie strażnicy państwa, lecz aktorzy w niekończącym się spektaklu, w którym największym wyzwaniem nie jest naprawa instytucji, lecz znalezienie odpowiedniego kąta dla kamer. Dla wielu z nich Polska jest sceną, dekoracją, rekwizytem – ale nigdy podmiotem. Państwo istnieje tylko po to, by mogli odgrywać swoje wiecznie niedokończone dramaty, komedie i farsy. Dbać tylko o swoje interesy. Gdy trzeba dźwigać odpowiedzialność – nagle wszyscy zwalniają się z próby generalnej.

Elity biznesowe?

Często świetnie radzą sobie w powerpointach, w networkingach, w dyskusjach o tym, „jak stworzyć innowacyjny ekosystem synergii”. Ale kiedy dochodzi do realnej rozmowy o interesie państwa, to jakoś dziwnie wszyscy milkną, jakby Polska była ledwie przestrzenią logistyczną do robienia interesów, a nie miejscem, które należałoby wzmacniać. Dla wielu z nich polskość jest do zaakceptowania – ale tylko wtedy, gdy nie koliduje z konferencjami w Zurychu i wyjazdami do Singapuru.

Elity akademickie?

U nas znaczna część naukowego establishmentu uważa, że prawdziwy prestiż zaczyna się tam, gdzie kończy się polskość. Polskie problemy? Polskie instytucje? Polska tradycja? To dla nich jak temat na seminarium, ale nigdy na życiową odpowiedzialność. W ich świecie troska o państwo bywa traktowana jak intelektualna wpadka. A potem dziwią się, że polska nauka nie jest siłą państwowotwórczą, skoro tak wielu jej przedstawicieli woli wykładać o wszystkim – byle nie o Polsce.

Elity medialne?

Często bardziej skupione na kreowaniu narracji niż na opisywaniu rzeczywistości. Polska nie jest dla nich wspólnym domem, który trzeba chronić, lecz poligonem do testowania własnych światopoglądowych eksperymentów. Odpowiedzialność za słowo? Rzetelność? Poczucie, że media są instytucją zaufania publicznego? To brzmi jak relikt z poprzedniej epoki, która była podobno „nudna” i „mało dynamiczna”.

Elity artystyczne i kulturalne?

Często zachwycają się wszystkim, co niepolskie – byle tylko podkreślić, jak bardzo „ponadnarodowi” są w swojej wrażliwości. Polska tradycja? Polskie dziedzictwo? To dla wielu z nich nie inspiracja, lecz zło konieczne albo – co gorsza – powód do ironii. I tak zamiast kultury umacniającej wspólnotę mamy kulturę, która z uporem godnym lepszej sprawy unika wspólnoty jak tematu tabu.

Jest jednak coś, co łączy wszystkie te środowiska

Coś, co sprawia, że niezależnie od branży, wieku, poglądów i stylu bycia – elity tworzą wspólny front.

Tą wspólną cechą jest brak poczucia odpowiedzialności za Polskę.

Nie za karierę, granty czy wizerunek.

Ale za państwo – za jego przyszłość, trwałość, siłę.

W dojrzałych krajach elity wiedzą, że ich status zobowiązuje.

W Polsce elity wiedzą głównie to, że ich status daje im prawo zdystansowania się od wszystkiego, co polskie.

To właśnie dlatego państwo wciąż musi nadrabiać braki, których elity nie czują się zobowiązane uzupełnić.

Dlatego instytucje są słabe, bo nie mają obrońców.

Debata publiczna jest płytka, bo nikt nie chce wejść głębiej.

Długofalowa strategia państwa często wygląda jak szkic narysowany na serwetce, bo kto miałby ją tworzyć?

A przecież sprawa jest banalnie prosta: najważniejsza jest Polska!

Nie „marka osobista”,  międzynarodowy networking, paląca potrzeba pokazania, że jest się „ponad lokalnością”.

Nie prywatna ścieżka kariery, której Polska ma tylko nie przeszkadzać.

Najważniejsza jest Polska – jej siła, jej trwałość, jej przyszłość.

Bo jeśli tego zabraknie, to nawet najlepsze CV nie pomoże, a nawet najpiękniejsze „polskie sukcesy” nie będą miały gdzie wybrzmieć.

Elity mają być kręgosłupem państwa, a nie jego najbardziej kreatywną formą ucieczki.

Mają być architektami, a nie komentatorami.

Mają być współtwórcami polskości, a nie obserwatorami na dystans.

Dopóki tego nie zrozumieją, dopóty polska elita pozostanie tylko z nazwy – jak szyld na sklepie, w którym od dawna nie ma towaru.

Autor tekstu: Aleksandra Ślozowska

Jeśli uważasz, że to co robimy ma sens, to możesz wspierać codzienne działania Fundacji Twoje VETO na kilka sposobów – szczegóły w menu WSPARCIE.

 

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera, aby być zawsze na bieżąco z naszymi wiadomościami!

Przeczytaj naszą politykę prywatności w celu zaznajomienia się z Twoimi prawami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *