Jeszcze niedawno rodzice słyszeli, że edukacja zdrowotna będzie przedmiotem, z którego można zrezygnować. I tak rzeczywiście było. Dziś jednak wraca pomysł obowiązkowości. Wielu rodziców zadaje więc proste pytanie: dlaczego coś, co nie przekonało większości rodzin jako wybór, teraz ma być narzucone wszystkim?
Dobrowolny przedmiot, który ma stać się obowiązkowy
W roku szkolnym 2025/2026 edukacja zdrowotna była przedmiotem nieobowiązkowym. Rodzice mogli złożyć pisemną rezygnację, a zajęcia nie były oceniane i nie wpływały na promocję ucznia. Taki model miał dawać rodzinom realny wybór.
Tymczasem dziś wracamy do zupełnie innego kierunku. Po pierwszym roku funkcjonowania tego przedmiotu, w którym uczestniczyło około 30% uprawnionych uczniów, Ministerstwo Edukacji zapowiedziało, że od września 2026 edukacja zdrowotna ma stać się obowiązkowa. To oznacza, że mimo ograniczonego zainteresowania w formule dobrowolnej, państwo znów chce sięgnąć po rozwiązanie siłowe.
Skoro rodzice mieli wybór, dlaczego teraz ma go zabraknąć?
I właśnie tutaj pojawia się najważniejsze pytanie: czy naprawdę chcemy świata, w którym coraz więcej tematów wychowawczych odbiera się rodzicom i przekazuje szkole?
Przecież dla wielu rodzin kwestie dojrzewania, seksualności, wartości czy tożsamości to nie są zwykłe szkolne treści, lecz obszar odpowiedzialności domu. Szkoła powinna uczyć i wspierać, ale nie zastępować rodziców w sprawach, które dotyczą wychowania i światopoglądu.
Jeżeli przez rok rodzice mogli decydować, czy ich dziecko będzie uczestniczyć w tych zajęciach, to trudno nie zapytać, dlaczego dziś ten wybór ma zostać odebrany.
To nie jest już tylko rozmowa o zdrowiu
W obecnej podstawie programowej dla starszych klas szkoły podstawowej pojawiają się pojęcia orientacji psychoseksualnej oraz tożsamości płciowej. Jedni uznają to za potrzebną wiedzę, inni pytają, czy są to treści, które powinny dotyczyć wszystkich dzieci bez wyjątku.
Nie chodzi o to, by negować znaczenie zdrowia psychicznego, bezpieczeństwa dzieci czy wiedzy o zagrożeniach. Chodzi o granicę. O to, kto ma pierwszeństwo w wychowaniu. O to, czy szkoła ma wspierać rodziców, czy ich zastępować.
Wielu rodziców nie zgadza się na to, by tak wrażliwe tematy były przekazywane wszystkim dzieciom w jednakowy sposób, bez uwzględnienia przekonań rodzin i ich prawa do decydowania o wychowaniu swoich dzieci.
Zmiany w ostatniej chwili i mało czasu na reakcję
Najbardziej niepokojące jest jednak tempo zmian. Zapowiedź obowiązkowości padła, ale szczegółowe przepisy mają pojawić się dopiero przed początkiem roku szkolnego. Trudno nie odnieść wrażenia, że znów wszystko dzieje się w ostatniej chwili — tak, by na sprzeciw, debatę i reakcję było jak najmniej czasu.
To właśnie budzi największy niepokój. Bo nawet jeśli ktoś popiera część założeń tego przedmiotu, to nadal ma prawo oczekiwać jawności, czasu na analizę i uczciwej debaty. Tymczasem rodzice po raz kolejny mogą zostać postawieni przed faktem dokonanym.
Rodzice mają prawo pytać i mają prawo się nie zgadzać
Rodzice mają prawo pytać.
Rodzice mają prawo się nie zgadzać.
Rodzice mają prawo oczekiwać pełnej jawności programu i uczciwej rozmowy, zanim takie zmiany zostaną narzucone wszystkim dzieciom.
Bo w państwie demokratycznym rodzic nie powinien być traktowany jak przeszkoda, ale jak pierwszy i najważniejszy wychowawca dziecka.
A jakie jest Wasze zdanie?
Czy edukacja zdrowotna powinna pozostać przedmiotem do wyboru?
Czy szkoła powinna wchodzić w tak wrażliwe tematy wobec wszystkich dzieci?
Czy rodzice powinni mieć realny wpływ na to, w jaki sposób ich dzieci są wprowadzane w kwestie dojrzewania, seksualności i tożsamości?
Napiszcie w komentarzach.
✍ Autorka tekstu: Katarzyna Dutka
ℹ️ Jeśli uważasz, że to co robimy ma sens, to możesz wspierać codzienne działania Fundacji Twoje VETO na kilka sposobów – szczegóły w menu WSPARCIE.
