Pierwsza tura wyborów prezydenckich za nami. Choć wynik był dość przewidywalny, to wciąż nie przestaje zaskakiwać jedna rzecz: Polacy absolutnie nie wyciągają wniosków
I co gorsza, trwa to już prawie 20 lat.
Od dwóch dekad żyjemy w państwie rządzonym na zmianę przez dwa ugrupowania – PiS i PO – które różnią się tylko retoryką, a łączy je jedno: systemowe zawłaszczanie Polski i służalcza polityka na rzecz globalistów i innych państw. A te właśnie wybory wybitnie udowodniły, że zamiast walczyć, jak to zwykł komunikować Grzegorz Braun, z Ukropolem, Ukropolinem, Judeopolonią, landem eurokołchozowym, stanem amerykańskim, republiką sowiecką czy eurosowiecką, to należy skupić się na walce z DuoPOLINem – i przykro mi, że akurat ten kandydat, którego hasłem wyborczym było przecież „Tu jest Polska”, tego nie rozumie i że nie walczył w pierwszej kolejności o to, aby zrobić wszystko, by ten POPiSowy beton rozwalić.
A czym jest DuoPOLIN? – to moja autorska ilustracja naszego państwa, które jest rozdarte między dwiema fasadami tej samej politycznej fikcji sterownej przez globalistów rodem „Aj waj”.
Z jednej strony Prawo i Sprawiedliwość, który pod pozorem konserwatyzmu forsuje centralizację władzy, rozbudowuje biurokrację i rozdaje pieniądze w zamian za lojalność. Z drugiej strony Platforma Obywatelska, która udaje europejski liberalizm, ale za jej rządów Polska była sprzedawana kawałek po kawałku – za grosze i na warunkach dyktowanych przez obce interesy. I choć każdy z nas to widzi, to wciąż wybieramy między tymi samymi kartami w tej samej talii.
Dlaczego? Bo tak sobie znowu zgotowaliśmy ten los.
W drugiej turze znów stajemy przed wyborem „mniejszego zła”. To dramatyczne, ale prawdziwe. Alternatywą jest bowiem prezydentura kandydata, który już dziś zapowiada wprowadzenie ideologii deprawującej dzieci w szkołach, paraliż instytucji, które jeszcze bronią resztek suwerenności kulturowej, i bezrefleksyjne oddanie Polski w ręce międzynarodowych lobbystów.
Nie łudźmy się – drugi kandydat to być może kolejny „długopis partii”, może nie zatrzyma zadłużania Polski, może nie będzie symbolem niezależności. Ale przynajmniej nie wpuści seksualizatorów do podstawówek, nie będzie wspierał agresywnej tęczowej ideologii i nie zgodzi się, aby odgórnie tresować nasze dzieci.
Czy to wystarczy? Oczywiście, że nie. Ale dziś wybór nie jest między dobrem a złem. To wybór między złem a większym złem. A Polacy – jak zawsze – będą musieli głosować przeciwko komuś, a nie za kimś. Bo taką rzeczywistość sami sobie stworzyliśmy.
Nie dlatego, że nie mamy alternatywy. Ale dlatego, że nie mamy odwagi jej wybrać.
Trzaskowski kontra… Trzaskowski![]()
W tej kampanii nie zabrakło także chwil szczerości – tych nieplanowanych, które kandydatom zdarzają się zazwyczaj tylko wtedy, gdy zapomną, że są nagrywani. Jedną z takich perełek zafundował nam sam Rafał Trzaskowski, który w roku 2020 w debacie z Andrzejem Dudą stwierdził, że „najgorszą rzeczą, jaką można zrobić, to głosować na kandydata z tej samej partii, która aktualnie sprawuje władzę”.
No cóż – cytując klasyka: trudno się nie zgodzić![]()
Skoro więc sam kandydat wskazuje, że najgorszym wyborem jest kontynuacja władzy tej samej partii, to pozostaje jedno pytanie: czy w takim razie Rafał Trzaskowski nie powinien uczciwie zrezygnować z ubiegania się o prezydenturę? Przecież startuje z ramienia Koalicji Obywatelskiej, która dziś trzyma ster rządów. A skoro jego własne słowa mówią, że głosowanie na takiego kandydata to najgorszy możliwy wybór… no to cóż– wypadałoby posłuchać i na niego nie głosować.
Oczywiście, można by uznać ten fragment wypowiedzi za żart, lapsus albo przejęzyczenie. Ale skoro cała Polska ma po raz kolejny wybierać „mniejsze zło”, to może warto wybierać zgodnie z radą samego zainteresowanego? Humorystycznie, ale jednak poważnie – może warto raz posłuchać polityka, zanim zostanie prezydentem.
Karol Nawrocki – mniejsze zło w wersji z kluczem pod wycieraczką…
Nie oszukujmy się – w tych wyborach w drugiej turze wszyscy przegrywamy. Ale skoro już musimy wybrać między dżumą a cholerą, to warto się zastanowić, co nas bardziej przeraża: inflacja, kredyt na 30 lat i widmo eksmisji, czy może seksedukator z broszurą WHO w podstawówce?
I tutaj, jak z nieba – albo raczej z telewizora – zjawia się Nawrocki – kandydat OBYWATELSKI… Człowiek, który nie rozbudza tłumów, nie gra na emocjach, a jego największym osiągnięciem kampanijnym jest to, że wciąż nikt do końca nie wie, co dokładnie robił przed 2020 rokiem. I może właśnie to go ratuje – bo kto nic nie robił, ten niczego nie zepsuł. Choć w tej kampanii dał się poznać jako myśliwy na mieszkania.
Tak, być może Nawrocki nie zatrzyma dodruku pustego pieniądza, może nawet nie wie, gdzie dokładnie jest granica długu publicznego. Ale jedno jest pewne – nie otworzy drzwi szkolnych dla ideologów seksualizacji i nie będzie promował „edukacji inkluzywnej” według wytycznych z Brukseli i WHO.
Wybór więc nie jest aż tak trudny: lepiej się bać o własne mieszkanie niż o to, że nasze dziecko wróci ze szkoły z broszurą o 56 płciach i pytaniem, czym jest drag queen. Kredyt można jakoś spłacić, najem przeżyć, a nawet inflację można jakoś przeboleć. Ale zdeprawowanego systemowo młodego pokolenia – już nie cofniemy.
Więc tak – Nawrocki to mniejsze zło. Ale to zło, które przynajmniej nie deprawuje. Zło, które po prostu siedzi cicho i nie wpuszcza nikogo podejrzanego przez szkolne drzwi. I może właśnie tego nam dziś potrzeba – prezydenta, który nie musi błyszczeć. Wystarczy, że nie przeszkadza i nie psuje więcej i będzie kolejnym podpisującym…
W tym miejscu należy podziękować… 2 902 448 razy![]()
W tym miejscu należy podziękować wszystkim 2 902 448 odważnym Polakom, którzy nie dali się wciągnąć w odwieczny teatrzyk dwóch głównych partii i postawili na Sławomir Mentzen. To właśnie Wy – mimo presji, straszenia i medialnego maratonu „głosuj na jedynego rozsądnego kandydata” – zdecydowaliście się myśleć samodzielnie. Nie daliście się nabrać na rozłam prawicy i dostrzegliście jedyną, matematycznie udowodnioną szansę na odbicie naszego kraju z rąk POPiSu. Nie baliście się dociekać prawdy, mówić głośno o tym, co boli, i głosować inaczej niż „wypada”. Zrobiliście coś więcej niż tylko wrzucenie kartki do urny – daliście wyraźny sygnał, że Polska nie musi być DuoPOLINem, być miejscem, gdzie uprawia się wieczny ping-pong PiS–PO.
To był głos rozsądku, odwagi i nadziei. Jasne, może nie udało się przejść do drugiej tury, ale przebiliście się przez mur milczenia i obojętności. Pokazaliście, że jest nas wielu. I że z każdą kolejną kampanią będzie nas jeszcze więcej. Bez Was nie byłoby tej iskry. Bez Was Polska dalej tkwiłaby w politycznej drzemce. A teraz? Teraz obudziła się – i już nie zaśnie!
Autor tekstu: Adam Kania.
ℹ️ Jeśli uważasz, że to co robimy ma sens, to możesz wspierać codzienne działania Fundacja Twoje VETO na kilka sposobów – szczegóły w menu WSPARCIE.
