Ostatnia zbiórka ŁatwoGang poruszyła tysiące ludzi. I dobrze — bo to pokazuje, że kiedy dzieje się coś naprawdę poważnego, potrafimy działać. Potrafimy pomagać, wpłacać, udostępniać, mobilizować się. W takich momentach widać, że empatia jeszcze nie zniknęła.
Tylko że jest coś, o czym mówimy zdecydowanie za rzadko.
Pytanie, którego nikt nie zadaje.
Dlaczego coraz więcej dzieci trafia na onkologię?
Coraz więcej dzieci. Coraz częściej. Coraz młodsze dzieci.
I naprawdę chcemy wierzyć, że to tylko przypadek?
Żyjemy w świecie, który nazywamy najlepszym w historii. Mamy dostęp do wszystkiego — jedzenia, technologii, wiedzy, opieki medycznej. Teoretycznie powinniśmy być zdrowsi niż kiedykolwiek wcześniej.
A jednak nie jesteśmy.
Dzieci dorastają na jedzeniu, które ma więcej składu niż wartości. Produkty przetworzone, cukier w każdej formie, chemia ukryta pod ładnymi etykietami. Owoce i warzywa? Są. Wyglądają dobrze. Tylko coraz częściej to puste produkty — mniej witamin, więcej masowej produkcji niż realnego odżywienia. Kolorowe napoje. Gazowane. Słodkie. Nierzadko wzbogacone całą tablicą Mendelejewa.
Ale to dopiero początek.
Popatrzmy na styl życia. Dzieci siedzą. Godzinami. Telefon, tablet, komputer. Ekran stał się codziennością, a ruch — dodatkiem, jeśli w ogóle się pojawia. Zamiast podwórka jest scrollowanie. Zamiast biegania — TikTok. Zamiast kontaktu z ludźmi — powiadomienia.
I nie, to nie jest „niewinna zmiana pokoleniowa”.
To jest życie w ciągłym przeciążeniu — bodźcami, światłem, informacją. Problemy ze snem, koncentracją, emocjami? Coraz częstsze. Uzależnienie od telefonu? Coraz bardziej oczywiste. Organizm dziecka, który powinien się rozwijać w równowadze, funkcjonuje w chaosie.
I teraz najważniejsze pytanie — to, którego wielu woli nie zadawać:
Czy naprawdę wierzymy, że to wszystko nie ma żadnego wpływu na zdrowie dzieci?
Że to, co jedzą, jak żyją, ile się ruszają, ile czasu spędzają w świecie ekranów — nie ma znaczenia?
Bo jeśli ma — a wszystko wskazuje na to, że ma — to problem nie zaczyna się w szpitalu.
Zbiórki takie jak ŁatwoGang są potrzebne. Ratują życie. Dają szansę. Ale jednocześnie są też sygnałem alarmowym, którego nie chcemy słuchać. Bo łatwiej jest pomóc, kiedy tragedia już się wydarzy, niż przyznać, że coś w naszym codziennym świecie jest po prostu nie tak.
Może problemem nie jest brak pieniędzy na leczenie.
Może problemem jest to, że jako społeczeństwo przyzwyczailiśmy się do stylu życia, który po cichu niszczy zdrowie — i udajemy, że to normalne.
Pozwalamy sobie i dzieciom na konsumpcję „gotowców” bo łatwiej, szybciej, bez problemów.
Więc jeszcze raz:
dlaczego coraz więcej dzieci trafia na onkologię?
I czy naprawdę chcemy dalej odpowiadać na to pytanie ciszą?
Autorka tekstu: Aleksandra Ślozowska
Jeśli uważasz, że to co robimy ma sens, to możesz wspierać codzienne działania Fundacji Twoje VETO na kilka sposobów – szczegóły w menu WSPARCIE.
