Świat, który wybraliśmy — czy jeszcze mamy nad nim kontrolę?
Żyjemy w czasach, które z dumą nazywamy „najbardziej rozwiniętymi w historii”. Mamy dostęp do wiedzy w kilka sekund, komunikujemy się natychmiast z drugim końcem świata, a technologia obiecuje rozwiązać niemal każdy problem. A jednak rośnie poczucie niepokoju, frustracji i… pustki. Może więc nie jesteśmy tak „zaawansowani”, jak lubimy myśleć.
Dzisiejszy człowiek nie tyle żyje, co reaguje. Na powiadomienia, trendy, algorytmy. To nie my wybieramy, co jest ważne — robią to za nas systemy zaprojektowane do maksymalizowania naszego czasu przed ekranem. Wolność wyboru? Coraz częściej to iluzja ubrana w wygodny interfejs.
Najbardziej kontrowersyjne jest jednak to, że większość z nas to akceptuje. Oddajemy prywatność za wygodę. Rezygnujemy z głębokich relacji na rzecz szybkich interakcji. Wolimy mieć rację niż zrozumieć drugiego człowieka. Internet, który miał łączyć, coraz częściej dzieli — zamyka nas w bańkach, gdzie słyszymy tylko echo własnych poglądów.
Czy to jeszcze społeczeństwo, czy już zbiór samotnych jednostek połączonych siecią?
Kultura natychmiastowości zabija cierpliwość. Chcemy efektów tu i teraz — w pracy, w relacjach, w rozwoju osobistym. Jeśli coś wymaga czasu, przestaje być atrakcyjne. Ma być teraz, zaraz, już. Ale czy wszystko, co wartościowe, nie wymaga właśnie czasu?
Co więcej, obserwujemy dziwne odwrócenie wartości. Bycie widocznym stało się ważniejsze niż bycie kompetentnym. Popularność zastępuje autorytet. Emocja wygrywa z faktem. A prawda? Cóż, prawda coraz częściej przegrywa z tym, co lepiej się klika. Ewenementem jest obraz człowieka czytającego książkę w autobusie czy pociągu. Zdecydowana większość czyta ale za pomocą telefonu. Najlepiej gdy jest mało treści a dużo obrazów. Wysiłkiem stało się przeczytanie długiego artykułu. Lepiej pooglądać rolki. Szybciej, łatwiej, ciekawiej.
Można zadać niewygodne pytanie: czy naprawdę chcemy takiego świata, czy po prostu nie mamy już siły się mu sprzeciwić? Czy jesteśmy zniewoleni widmem wygody, łatwizny, kompromisów?
Być może największym problemem naszych czasów nie jest technologia, polityka czy kryzysy — ale nasza bierność. Przyzwyczailiśmy się do narzekania bez działania. Do komentowania zamiast tworzenia. Do obserwowania zamiast uczestniczenia. Jeśli działamy – zazwyczaj jest to aktywność w sieci. Klikamy i czujemy się mistrzami klawiatury.
A przecież każda epoka jest taka, jak ludzie, którzy ją tworzą.
Więc może zamiast pytać „dokąd zmierza świat?”, powinniśmy zapytać o coś znacznie trudniejszego:
dokąd my sami zmierzamy — i czy jeszcze potrafimy i chcemy zawrócić?
Autor tekstu: Aleksandra Ślozowska.
Jeśli uważasz, że to co robimy ma sens, to możesz wspierać codzienne działania Fundacji Twoje VETO na kilka sposobów – szczegóły w menu WSPARCIE.
