Tego kryzysu jeszcze nie widać. Ale jego skutki odczujemy wszyscy.

PODZIEL SIĘ INFORMACJĄ

238 tysięcy urodzeń i 406 tysięcy zgonów. Tak wyglądał demograficzny bilans Polski w 2025 roku. Według GUS liczba mieszkańców naszego kraju spadła w ciągu roku o około 157 tys. i na jego koniec wynosiła 37,3 mln. Współczynnik dzietności już w 2024 r. wynosił zaledwie 1,10 dziecka na kobietę.

To nie jest jednak wyłącznie polski problem.

Według OECD w 2024 roku wszystkie państwa tej organizacji poza Izraelem miały dzietność poniżej poziomu zastępowalności pokoleń, wynoszącego około 2,1 dziecka na kobietę.

Odpowiedzi na to pytanie szukają rządy na całym świecie.
Węgry postawiły m.in. na preferencyjne kredyty mieszkaniowe dla rodzin i rozwiązania uzależniające część pomocy od liczby dzieci. Szwecja od lat rozwija opiekę nad dziećmi i rozwiązania pozwalające rodzicom łączyć pracę zawodową z rodziną.

Korea Południowa, mimo rozbudowanej polityki rodzinnej, pozostaje jednym z najbardziej dramatycznych przykładów kryzysu. W 2023 roku współczynnik dzietności wyniósł tam zaledwie 0,72. OECD wskazuje, że za decyzjami o rezygnacji z rodzicielstwa stoją nie tylko pieniądze, lecz także warunki pracy, mieszkania, koszty wychowania dzieci i trudności w pogodzeniu życia rodzinnego z zawodowym.

Japonia jest natomiast przykładem tego, co może wydarzyć się później. Jej populacja w wieku produkcyjnym zmniejszyła się z 87,3 mln w 1995 r. do 73,7 mln w 2024 r. Państwo odpowiada zwiększaniem aktywności zawodowej kobiet i seniorów, podnoszeniem produktywności oraz większym wykorzystaniem pracowników zagranicznych.

Bo kryzys demograficzny nie kończy się na pustych porodówkach.

Mniej dzieci oznacza w przyszłości mniej pracowników, przedsiębiorców i podatników.

Jednocześnie starzejące się społeczeństwo potrzebuje więcej pieniędzy na emerytury, ochronę zdrowia i opiekę. Problem polega więc nie tylko na tym, że Polaków będzie mniej, ale również na zmianie proporcji między pokoleniami. Coraz mniejsza grupa osób aktywnych zawodowo będzie funkcjonowała w państwie, w którym coraz większą część społeczeństwa będą stanowili seniorzy. To oznacza mniejszą liczbę ludzi zasilających system podatkami i składkami, przy jednoczesnym wzroście wydatków związanych ze starzeniem się społeczeństwa. Konsekwencje mogą odczuć także przedsiębiorcy, dla których znalezienie pracowników w niektórych branżach będzie coraz trudniejsze. Demografia przestaje więc być wyłącznie problemem rodzin czy statystyków – zaczyna bezpośrednio wpływać na gospodarkę i funkcjonowanie państwa.

Już dziś ZUS prognozuje, że fundusz emerytalny będzie wymagał dalszego finansowania poza wpływami ze składek. Nie oznacza to, że emerytur zabraknie – ich wypłatę gwarantuje państwo. Oznacza jednak, że różnicę pomiędzy wpływami ze składek a wydatkami trzeba będzie pokrywać z innych środków. A budżet państwa nie jest przecież niewyczerpanym źródłem pieniędzy. Środki przeznaczone na uzupełnienie systemu emerytalnego konkurują z wydatkami na ochronę zdrowia, edukację, bezpieczeństwo, inwestycje czy infrastrukturę. Im bardziej niekorzystna będzie struktura demograficzna, tym większym wyzwaniem stanie się pogodzenie tych potrzeb bez zwiększania zadłużenia, podatków lub innych obciążeń.

Jak państwo może odpowiedzieć na kryzys?

Państwo nie jest w tej sytuacji bezradne. Można zwiększać aktywność zawodową osób, które dziś pozostają poza rynkiem pracy, wydłużać faktyczny okres aktywności zawodowej, automatyzować gospodarkę i podnosić jej produktywność. Niedobory pracowników można również częściowo uzupełniać imigracją. Inną możliwością jest zwiększanie finansowania systemu z budżetu państwa, zmiana wysokości składek lub podatków. Każde z tych rozwiązań ma jednak swoją cenę i żadne nie zmienia podstawowego problemu: jeżeli kolejne pokolenia będą coraz mniej liczne, będziemy przede wszystkim łagodzić skutki kryzysu, zamiast usuwać jego przyczynę. Żadne z tych rozwiązań nie odpowiada jednak na najważniejsze pytanie.

Jeżeli tak jest, kryzys demograficzny nie jest wyłącznie problemem ekonomicznym. To pytanie o przyszłość naszego społeczeństwa – o to, kto będzie pracował, rozwijał gospodarkę, utrzymywał system emerytalny i opiekował się coraz liczniejszym pokoleniem seniorów. Ale być może najważniejsze pytanie powinniśmy zadać jeszcze wcześniej.

Dlaczego bogate społeczeństwa nie chcą mieć dzieci?

Skoro żyjemy dłużej, jesteśmy zamożniejsi i mamy możliwości, o których poprzednie pokolenia mogły tylko marzyć, dlaczego coraz rzadziej decydujemy się na dzieci? Dlaczego model większej rodziny, kiedyś zupełnie naturalny, dziś dla wielu staje się zbyt trudny, zbyt kosztowny albo po prostu nieatrakcyjny?

Czy decydują pieniądze i ceny mieszkań? Niepewność jutra? Kariera i brak czasu? A może zmienił się przede wszystkim nasz sposób życia i myślenia o rodzinie?

A Twoim zdaniem – dlaczego w naszych czasach coraz rzadziej decydujemy się na dzieci i większe rodziny?

✍️ Autor tekstu: Natalia Mehlich.

ℹ️ Jeśli uważasz, że to co robimy ma sens, to możesz wspierać codzienne działania Fundacji Twoje VETO na kilka sposobów – szczegóły w menu WSPARCIE.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera, aby być zawsze na bieżąco z naszymi wiadomościami!

Przeczytaj naszą politykę prywatności w celu zaznajomienia się z Twoimi prawami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *