Czy w Polsce można budować bez pozwolenia, jeśli ma się wystarczająco dużo pieniędzy?

Silosy paliwowe w Szczecinie przy ul. Szklanej jako symbol sporu o samowolę budowlaną i równość wobec prawa Silosy paliwowe w Szczecinie przy ul. Szklanej. Sprawa budowy bez pozwolenia wywołała pytania o równość wobec prawa.
PODZIEL SIĘ INFORMACJĄ

W Polsce zwykły obywatel bardzo dobrze wie, czym jest pozwolenie na budowę. Zanim postawi dom, garaż, rozbuduje budynek albo zrealizuje większą inwestycję na własnej działce, musi przejść przez urzędy, dokumenty, mapy, projekty, uzgodnienia i decyzje.

A jeśli zrobi coś bez wymaganych papierów? Bardzo szybko może usłyszeć: samowola budowlana, kara, legalizacja albo rozbiórka.

Tymczasem w Szczecinie, przy ul. Szklanej w rejonie Podjuch, powstaje ogromna baza paliwowa. Nie mówimy o małej wiacie, garażu czy domku letniskowym. Mówimy o dużej inwestycji przemysłowej, widocznej z daleka i budzącej ogromne emocje mieszkańców.

Baza paliwowa w Szczecinie przy ul. Szklanej

Sprawa dotyczy inwestycji realizowanej w Szczecinie, w rejonie Podjuch, nad Odrą Wschodnią / Regalicą.

Według dokumentów inwestycja ma obejmować łącznie 7 zbiorników na paliwo:

  • 5 zbiorników po 32 000 m³ każdy,
  • 2 zbiorniki po 9 900 m³ każdy.

Największe zbiorniki mają mieć prawie 28 metrów wysokości.

Łączna pojemność zbiorników została wskazana na 179 800 m³, a całkowita pojemność bazy paliw na 161 820 Mg.

To są ogromne liczby. To nie jest drobna formalność ani niewielka budowa, której nikt nie zauważył. To potężne stalowe konstrukcje, ciężki sprzęt, dźwigi i prace prowadzone w sąsiedztwie mieszkańców.

Kto jest inwestorem bazy paliwowej?

Inwestorem jest Oktan Energy & V/L Service Sp. z o.o. — szczecińska spółka działająca w branży paliwowej, zajmująca się m.in. sprzedażą, transportem i magazynowaniem paliw.

I właśnie w tej sprawie pojawia się najważniejsze pytanie: czy prawo budowlane działa tak samo wobec zwykłego obywatela i wobec dużego inwestora?

Decyzja środowiskowa to nie pozwolenie na budowę

Z dostępnych informacji wynika, że inwestor miał decyzję środowiskową. Trzeba jednak jasno powiedzieć: decyzja środowiskowa nie jest pozwoleniem na budowę.

To dwa różne dokumenty.

Decyzja środowiskowa dotyczy oddziaływania inwestycji na środowisko. Nie daje sama w sobie prawa do wejścia na teren i rozpoczęcia robót budowlanych. Pozwolenie na budowę jest osobną decyzją administracyjną.

Brak pozwolenia na budowę nie jest więc drobnym brakiem formalnym. To brak podstawowej zgody na rozpoczęcie robót.

Oś czasu: kiedy rozpoczęła się budowa?

Według podawanych informacji:

  • 4 grudnia 2025 r. wydano decyzję środowiskową,
  • 19 grudnia 2025 r. inwestor złożył wniosek o warunki zabudowy,
  • mieszkańcy wskazywali, że ciężki sprzęt i głębokie wykopy pojawiły się już pod koniec listopada,
  • mieszkańcy skarżyli się na całodobowy hałas, zanieczyszczone drogi i brak pełnej informacji o bezpieczeństwie składowanych substancji,
  • 23 marca 2026 r. Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego wstrzymał roboty prowadzone bez wymaganego pozwolenia na budowę,
  • 13 kwietnia 2026 r. inwestor został zobowiązany do przedłożenia dokumentów legalizacyjnych.

W praktyce oznacza to, że najpierw powstały ogromne stalowe konstrukcje, a dopiero później rozpoczęła się próba ich legalizacji.

„Rozpoczęliśmy budowę bez pozwolenia”

Najmocniej wybrzmiewają słowa przedstawiciela samego inwestora. Według relacji medialnych dyrektor ds. technicznych Oktan Energy, Cezary Krzysik, miał przyznać podczas spotkania z mieszkańcami:

„Rozpoczęliśmy budowę, tak, bez pozwolenia na budowę”.

A gdy mieszkańcy pytali, dlaczego rozpoczęto tak dużą inwestycję bez wymaganej decyzji, odpowiedź miała brzmieć:

„Zależało nam na czasie”.

I właśnie w tym zdaniu zawiera się cały problem.

Czy zwykły obywatel też może powiedzieć: „zależało mi na czasie”?

Bo komu w Polsce nie zależy na czasie?

Zwykłemu człowiekowi też zależy. Rodzinie, która chce zamieszkać w domu. Przedsiębiorcy, który chce otworzyć mały lokal. Rolnikowi, właścicielowi działki, drobnemu usługodawcy.

Każdy ma terminy, koszty i presję.

Tylko że zwykły obywatel zazwyczaj słyszy: najpierw dokumenty, potem budowa.

A tutaj? Najpierw ogromne zbiorniki, dźwigi, ciężki sprzęt i prace przy rzece. Potem kontrola. Potem wstrzymanie robót. A teraz — procedura legalizacji.

Mieszkańcy pytają o bezpieczeństwo

Mieszkańcy zwracali uwagę, że bazę paliwową można było zaplanować w innym miejscu, a nie około 200–250 metrów od zabudowań mieszkalnych.

Przypominali także, że nadodrzańskie tereny są objęte programem Natura 2000. Podnosili kwestie hałasu, transportów paliw, ryzyka pożaru, wybuchu i wpływu takiej inwestycji na codzienne życie okolicznych mieszkańców.

I trudno się dziwić, że ludzie czują złość.

Bo tu nie chodzi tylko o samą budowę. Tu chodzi o bezpieczeństwo, zaufanie do państwa i poczucie, że przepisy obowiązują wszystkich tak samo.

Samowola budowlana i legalizacja — czy to powinno działać przy tak dużych inwestycjach?

Zwykły obywatel, który wybuduje coś bez pozwolenia, bardzo szybko może zostać potraktowany jak ktoś, kto złamał prawo. Musi się tłumaczyć, płacić, prostować dokumenty, a czasem liczyć się z nakazem rozbiórki.

Ale gdy chodzi o dużą inwestycję, ogromne pieniądze i potężne konstrukcje, pojawia się sformułowanie: „procedura legalizacyjna”.

Oczywiście — legalizacja samowoli budowlanej istnieje w przepisach. Nie jest wymysłem urzędników. Prawo budowlane przewiduje taką możliwość.

Pytanie brzmi jednak: czy przy inwestycjach o takiej skali sama możliwość legalizacji nie staje się zachętą do działania metodą faktów dokonanych?

Prawo budowlane nie może działać po fakcie

To nie może wyglądać tak: najpierw budujemy, potem się zobaczy.

Prawo budowlane nie może być batem na zwykłych ludzi i formalnością do nadrobienia dla dużych inwestorów.

Jeżeli pozwolenie na budowę jest wymagane, to powinno być wymagane naprawdę — przed rozpoczęciem robót, a nie dopiero wtedy, gdy zbiorniki już stoją.

Nie chodzi o to, żeby komukolwiek odbierać prawo do wyjaśnień czy do obrony. Chodzi o zasadę.

Państwo nie może być surowe wobec słabszych i elastyczne wobec silnych.

Czy prawo w Polsce działa tak samo wobec wszystkich?

Jeżeli najpierw można wybudować, a potem próbować legalizować, to jaki sygnał idzie do społeczeństwa?

Że zwykły obywatel musi czekać na dokumenty, a duży inwestor może zaryzykować?

Że prawo jest ostre wobec małych, ale miękkie wobec dużych?

Że im większa i droższa konstrukcja, tym trudniej będzie ją ruszyć?

Takie sprawy niszczą zaufanie ludzi do państwa.

Państwo prawa poznaje się nie po tym, jak szybko potrafi ukarać zwykłego mieszkańca za drobną formalność, ale po tym, czy potrafi egzekwować przepisy wobec dużych i silnych.

Prawo powinno obowiązywać wszystkich tak samo.

Nie później.
Nie po kontroli.
Nie po medialnej burzy.
Od samego początku.

Źródła

Źródła wykorzystane przy opracowaniu tekstu: BIP UM Szczecin, RMF24, Business Insider, wSzczecinie, 24Kurier.

Autorka tekstu: Katarzyna Dutka

Jeśli uważasz, że to, co robimy, ma sens, możesz wspierać codzienne działania Fundacji Twoje VETO na kilka sposobów — szczegóły w menu WSPARCIE.

Śledź nas również na Facebooku: Fundacja Twoje VETO

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera, aby być zawsze na bieżąco z naszymi wiadomościami!

Przeczytaj naszą politykę prywatności w celu zaznajomienia się z Twoimi prawami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *