Politycy zadłużyli państwo? To zostaną bez pensji. Ale to nie w Polsce…

Politycy zadłużyli państwo? To zostaną bez pensji. Ale to nie w Polsce...
PODZIEL SIĘ INFORMACJĄ

Wyobraźmy sobie taką sytuację w Polsce: rząd przez kolejne miesiące wydaje więcej, niż państwo jest w stanie udźwignąć. Deficyt rośnie, politycy nie potrafią doprowadzić finansów publicznych do równowagi, więc… przestają otrzymywać wynagrodzenie.

Bez kolejnych podwyżek podatków. Bez sięgania najpierw do kieszeni obywateli. Bez tłumaczenia, że społeczeństwo „musi zacisnąć pasa”.

Najpierw zaciskają go politycy.

Brzmi jak populistyczny post z internetu? Tym razem nie. Taki mechanizm zapowiedział prezydent Argentyny Javier Milei.

„Grillete fiscal”, czyli fiskalne kajdanki na polityków.

30 lipca 2026 roku Javier Milei przedstawił koncepcję określaną jako „grillete fiscal”, co można przetłumaczyć jako „fiskalne kajdanki”.

Założenie jest stosunkowo proste.

Jeżeli finanse państwa przez określony czas pozostawałyby na minusie, Kongres otrzymałby czas na przywrócenie równowagi budżetowej. Jeżeli politycy nie zdołaliby tego zrobić, uruchamiany miałby być specjalny mechanizm ograniczający funkcjonowanie administracji.

Zamrożone zostałyby między innymi niektóre nowe wydatki, zatrudnienie, zamówienia i uznaniowe transfery.

Ale najbardziej kontrowersyjny element projektu dotyczy samych rządzących.

W czasie obowiązywania fiskalnych ograniczeń wynagrodzenia nie mieliby otrzymywać m.in. prezydent, wiceprezydent, senatorowie, deputowani, ministrowie, sekretarze i podsekretarze stanu.

Innymi słowy: jeśli politycy nie potrafią doprowadzić budżetu do porządku, finansowe konsekwencje mają dotknąć również ich samych.

Obywatel ma nie być pierwszym, który zapłaci za błędy władzy.

W koncepcji Mileia szczególnej ochronie mają podlegać podstawowe zadania państwa.

Zapowiadane ograniczenia nie powinny obejmować między innymi emerytur, rent, świadczeń rodzinnych, ochrony zdrowia, bezpieczeństwa, obrony narodowej czy systemu więziennictwa.

To ważne, ponieważ odwraca logikę znaną z wielu państw.

Kiedy zaczyna brakować pieniędzy, politycy najczęściej szukają ich tam, gdzie znaleźć je najłatwiej: w podatkach, składkach, opłatach, ograniczeniu wydatków społecznych albo kolejnym zadłużeniu.

Milei proponuje inny mechanizm: jeżeli klasa polityczna nie potrafi zapanować nad finansami publicznymi, sama również ma ponosić bezpośrednie konsekwencje swoich decyzji.

Pomysł nie jest jeszcze prawem.

Tutaj trzeba jednak wyraźnie oddzielić fakty od internetowej sensacji.

„Grillete fiscal” nie jest obecnie obowiązującym w Argentynie prawem.

Milei zapowiedział projekt takiego rozwiązania i przedstawił jego podstawowe założenia. Aby system zaczął obowiązywać, konieczne jest przejście procedury legislacyjnej.

Nie można więc prawidłowo powiedzieć, że Argentyna już odbiera pensje politykom z powodu deficytu.

Prawidłowe stwierdzenie brzmi:

Javier Milei chce wprowadzić mechanizm, w którym utrzymujący się deficyt może oznaczać brak wynagrodzeń dla najważniejszych osób sprawujących władzę.

Warren Buffett miał podobny pomysł.

Sama koncepcja osobistej odpowiedzialności polityków za stan finansów państwa nie jest zupełnie nowa.

W 2011 roku amerykański miliarder i inwestor Warren Buffett mówił, że ma prosty sposób na rozwiązanie problemu deficytu budżetowego w Stanach Zjednoczonych.

Proponował, aby w przypadku przekroczenia deficytu na poziomie 3 proc. PKB urzędujący członkowie Kongresu tracili możliwość ponownego wyboru.

Oczywiście nie było to obowiązujące rozwiązanie prawne, lecz prowokacyjna propozycja pokazująca pewną zasadę: polityk podejmujący decyzje prowadzące do nadmiernego zadłużenia państwa powinien mieć coś osobistego do stracenia.

Milei idzie w swojej koncepcji jeszcze dalej.

Nie chodzi bowiem o konsekwencję przy kolejnych wyborach, lecz o bezpośrednią konsekwencję finansową podczas sprawowania funkcji.

Argentyna rzeczywiście poprawiła sytuację budżetową.

Pomysł pojawia się w szczególnym momencie dla argentyńskiej gospodarki.

Rząd Mileia uczynił równowagę fiskalną jednym z najważniejszych elementów swojej polityki gospodarczej. Argentyna zaczęła wykazywać nadwyżkę w finansach sektora publicznego, co jeszcze kilka lat wcześniej było dla tego państwa ogromnym problemem.

Po pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku skumulowana nadwyżka finansowa wynosiła około 0,2 proc. PKB. Po zakończeniu pierwszego półrocza było to około 0,1 proc. PKB nadwyżki finansowej oraz około 0,6 proc. PKB nadwyżki pierwotnej.

Nie oznacza to jednak, że wszystkie dane prezentowane w popularnych nagraniach na temat Argentyny są prawidłowe.

W sieci można spotkać informacje o 5-procentowym wzroście PKB i inflacji wynoszącej 10,1 proc.

Problem w tym, że były to przede wszystkim założenia i prognozy, a nie aktualnie osiągnięte wyniki.

W pierwszym kwartale 2026 roku PKB Argentyny wzrósł o około 2,3 proc. rok do roku, natomiast inflacja w samym pierwszym półroczu wyniosła około 16,8 proc.

Dlatego gospodarcze rezultaty polityki Mileia można oceniać na różne sposoby, ale nie należy poprawy sytuacji fiskalnej mieszać z prognozami przedstawianymi jako fakty.

A gdyby podobną zasadę zastosować w Polsce?

To właśnie ten aspekt argentyńskiego pomysłu wydaje się najciekawszy.

W Polsce od lat toczą się spory o deficyt, dług publiczny i kolejne miliardy wydawane przez państwo.

Zmieniają się rządy, partie i ministrowie finansów, ale odpowiedzialność za błędne decyzje gospodarcze pozostaje przede wszystkim polityczna.

W praktyce oznacza to, że za pogarszającą się sytuację finansów państwa najczęściej płaci obywatel. Wyższą inflacją. Wyższymi podatkami. Nowymi opłatami. Rosnącymi kosztami obsługi zadłużenia. Albo koniecznością ograniczenia części usług publicznych.

Osobisty majątek czy wynagrodzenie polityka podejmującego decyzję pozostają zazwyczaj bezpieczne.

Dlatego pomysł Mileia — niezależnie od tego, czy ostatecznie zostanie przyjęty i czy okaże się zgodny z argentyńską konstytucją — stawia interesujące pytanie:

dlaczego za błędy w zarządzaniu państwem konsekwencje finansowe niemal zawsze ponosi obywatel, a tak rzadko człowiek, który bezpośrednio podejmował decyzję?

Polityk też powinien mieć coś do stracenia?

Można dyskutować, czy całkowite pozbawienie wynagrodzenia parlamentarzystów lub członków rządu jest najlepszym mechanizmem.

Można zastanawiać się nad jego zgodnością z konstytucją, możliwościami obchodzenia takiego rozwiązania czy ryzykiem politycznych sporów o sposób obliczania deficytu.

Ale sama zasada jest warta dyskusji.

Jeżeli człowiek zarządzający prywatną firmą przez lata podejmuje fatalne decyzje finansowe, w pewnym momencie ponosi ich konsekwencje.

Jeżeli obywatel wydaje więcej, niż zarabia, również musi zmierzyć się z konsekwencjami.

Tymczasem państwo może finansować ogromną część swoich wydatków długiem, a rachunek przerzucić na przyszłe pokolenia.

Argentyna Mileia proponuje więc rozwiązanie, które przynajmniej symbolicznie zmienia kierunek odpowiedzialności.

Najpierw odpowiedzialność tych, którzy podejmują decyzje. Dopiero później sięganie do kieszeni obywatela.

Czy taki mechanizm powinien pojawić się także w Polsce?

To pytanie warto zadać polskim parlamentarzystom następnym razem, gdy usłyszymy, że z powodu sytuacji budżetowej „wszyscy musimy ponieść koszty”.

Bo być może warto wtedy odpowiedzieć: „Zgoda. Zacznijcie od siebie”.

✍ Autor tekstu: Adam Kania.

ℹ️ Jeśli uważasz, że to co robimy ma sens, to możesz wspierać codzienne działania Fundacji Twoje VETO na kilka sposobów – szczegóły w menu WSPARCIE.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera, aby być zawsze na bieżąco z naszymi wiadomościami!

Przeczytaj naszą politykę prywatności w celu zaznajomienia się z Twoimi prawami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *